Przejdź do głównej zawartości

Primo Levi "Pogrążeni i ocaleni"

Od wielu już lat staram się w każdą niedzielę i/lub święta wstawać rano, gdzieś tak o szóstej i, korzystając z niemal absolutnej ciszy, przeczytać jakąś naprawdę dobrą książkę. Dziś rano na pewno się udało. Przeczytałem coś, co nie tylko sprawiło mi ogromną przyjemność, ale i skłoniło do rozmyślań. Poczułem się naprawdę przyjemnie, jak niegdyś, dawno temu. Nadal pamiętam wrażenie, jakie wywarła na mnie lektura "Medalionów" Zofii Nałkowskiej, kiedy miałem z dziesięć czy jedenaście lat. Od tamtej pory przeczytałem spokojnie ponad setkę różnych książek na temat obozów zagłady, z całego świata, przeważnie wspomnień, ale nie tylko. I świetnie rozumiem Leviego w chwili, gdy pisze o tym, że nie rozumie Niemców. Ja sam, juz przed dekadą, postawiłem sobie to samo pytanie. I im więcej czytam, tym mniej wiem, poznaję bowiem nowe relacje, odkrywam nowe sytuacje, które niejednokrotnie wywracają na nice to wszystko, co wiedziałem dotąd.
Książka naprawdę jest wstrząsająca, choć nie ma w niej przedstawień okropienstw jako takich. Mamy raczej do czynienia z żywym świadkiem, który opowiada nam nie dokładną relację tamtego czasu (uczynił to już wcześniej w książkach "Rozejm" i "Czy to jest człowiek", również wydanych przez Wydawnictwo Literackie), ale raczej przedstawia nam owoc swoich refleksji, które dojrzewały w nim przez lata. I dzięki temu czyta się to tak, jakby słuchało opowieści podczas spotkania na żywo.Primo Levi "Pogrążeni i ocaleni"
Jestem przekonany, że rocznica Katynia to bardzo dobry czas na tego typu refleksje. Wyszło mi to dość przypadkowo, o tej książce myślałem już od jakiegoś czasu, trafiając na nazwisko autora przy okazji innych lektur. I wiem już, że od jutra zaczynam poszukiwania innych jego dzieł. Bowiem jestem naprawde pod ogromnym wrażeniem. Może nie wyrażam się tutaj zbyt jasno, ale moim zamiarem jest przekazanie każdemu, że to jedna z tych książek, które po prostu znać trzeba. Bo to jest nie tylko suchy zapis historii okrutnego ludobójstwa II wojny światowej, ale i nadal mocno aktualne rozważania o istocie człowieczeństwa. To zawsze ważny temat, jak sądzę.
Ciągle szukam w swej pamięci uczuć, jakie budziło we mnie czytanie tej książki. Jest w niej coś, co intryguje czytelnika. Odnoszę wrażenie, że efekt ten wywołany jest postawą Leviego, który niczego nie tai i nikogo nie oskarża. Zawsze stara się "po prostu" zrozumieć, jak to się stało, jak można było dopuścić do podobnych rzeczy. Przypomina te słynne eksperymenty dowodzące, że w każdym człowieku istnieje zarówno ofiara, jak i kat i często przypadek decydował w warunkach obozu zagłady o ty, kto kim zostawał i, co było niemalże równoznaczne, o tym, kto przeżywał ten koszmar. Wszak o przeżyciu decydowały głównie ekstra racje żywnościowe, a ich zdobycie wymagało naginania norm i daleko posuniętego egoizmu. O tym niewielu ocalonych pisało z podobną szczerością.
I jeszcze jedno. Otóż Levi przedstawia nam myśli, jakich doznawali ludzie ocaleni w pierwszych dniach, tygodniach, miesiącach po wyzwoleniu, po uświadomieniu sobie, że to oni, właśnie oni na tyle milionów ludzi, przeżyli. I naraz okazywało się, że ta świadomość jest sporym obciążeniem. Naraz zaczynali pytać samych siebie : dlaczego właśnie ja? dlaczego ja, a nie mój sąsiad z baraku, kolega z obozowej rzeczywistości, albo moja rodzina ? Dlaczego to ja, a nie ktoś bardziej wartościowy dla ludzkości, jak ten profesor władający pięcioma językami? I tak pytać samego siebie można by bardzo długo...
Levi to naprawdę ważny głos w historii Holocaustu. Bardzo byłbym zadowolony, gdyby dzięki temu tekstowi ktoś sięgnął po jego książki, cały czas aktualne, świetnie napisane i stawiające pytania. Literatura najwyższej próby.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Marta Dzido "Ślad po mamie"

Świetna, dobrze napisana i dość kontrowersyjna książka, będąca według samej autorki, "aborcyjnym coming ałtem". Moim zdaniem takiej książki próżno nadal szukać wśród polskiej prozy, choć historii podobnych przypuszczalnie jest dużo, dużo więcej, i to nie tylko wśród nastolatek chcących urządzić sobie życie lub choćby po prostu skończyć szkołę. Tak,  taka to smutna prawda o aborcji, która jest kolejną tajemnicą poliszynela w naszym i nie tylko zresztą naszym, kraju. Ja jednak chciałbym wrócić jednak do pisania o książce, która wywarła na mnie naprawdę duże wrażenie i sam nie wiem jak to się stało, że tak długo czekałem na zapoznanie się z nią, choć przecież kilka lat temu zachwyciłem się debiutem. "Małż", debiutancka książka Marty Dzido, była jednak raczej ironiczną satyrą, skrywającą dramat młodej kobiety szukającej bez większego powodzenia pracy w stolicy. Język powieści, sposób opowiadania jesst jednak w obu przypadkach ten sam i tak samo świetnie się czyta obie ...

Świat poznajemy słowami

Piotr Sommer, Dni i noce Poetą się bywa czy poetą się jest? Czy można w ogóle odpowiedzieć na tak postawione pytanie? Piotr Sommer w swoim pochodzącym z 2009 roku tomie zatytułowanym Dni i noce w sposób dość nieoczywisty udziela odpowiedzi. Za temat bierze sobie przemijanie i własny do niego stosunek. Jest artystą, więc poszukuje najlepszych form wyrazu. Niczego nie jest pewien i wielu rzeczy nie mówi wprost. Nie wszystkim na pewno jego sposób potraktowania tematu przypadnie do gustu. Być może jednak właśnie w tej swoistej rozterce tkwi siła tego zbioru wierszy. Poezja to bardzo osobisty sposób wyrażenia tego, o czym myśli chyba każdy z nas. Przemijanie czasu, nieudolne próby jego zatrzymania czynią nas szczególnie podatnymi na spotkania z innymi, którzy mijające chwile próbują zaklinać w zdania. Z różnym oczywiście skutkiem podobnych przedsięwzięć mamy do czynienia. Sommer próbuje przedstawić nam chwile w sposób na pozór nieupiększony, niemal poetyczności pozbawiony...