Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z czerwiec, 2010

Primo Levi "Pogrążeni i ocaleni"

Od wielu już lat staram się w każdą niedzielę i/lub święta wstawać rano, gdzieś tak o szóstej i, korzystając z niemal absolutnej ciszy, przeczytać jakąś naprawdę dobrą książkę. Dziś rano na pewno się udało. Przeczytałem coś, co nie tylko sprawiło mi ogromną przyjemność, ale i skłoniło do rozmyślań. Poczułem się naprawdę przyjemnie, jak niegdyś, dawno temu. Nadal pamiętam wrażenie, jakie wywarła na mnie lektura "Medalionów" Zofii Nałkowskiej, kiedy miałem z dziesięć czy jedenaście lat. Od tamtej pory przeczytałem spokojnie ponad setkę różnych książek na temat obozów zagłady, z całego świata, przeważnie wspomnień, ale nie tylko. I świetnie rozumiem Leviego w chwili, gdy pisze o tym, że nie rozumie Niemców. Ja sam, juz przed dekadą, postawiłem sobie to samo pytanie. I im więcej czytam, tym mniej wiem, poznaję bowiem nowe relacje, odkrywam nowe sytuacje, które niejednokrotnie wywracają na nice to wszystko, co wiedziałem dotąd. Książka naprawdę jest wstrząsająca, choć nie ma w ni...

Konrad T. Lewandowski „Elektryczne perły”

Świetny kryminał osadzony w realiach międzywojennych w Poznaniu, w trakcie trwania Powszechnej Wystawy Krajowej w 1929 roku, na 10 lecie osiągnięć niepodległej Polski. Autor kapitalnie oddaje ducha tamtych czasów, przytaczając wiele ówczesnych spraw, wydarzeń i osób. Mamy tutaj nadkomisarza będącego przyjacielem literatów z „Ziemiańskiej”, są – niekiedy komiczne bardzo – dyskusje na tematy polityczne i historyczne, dużo też przykładów codziennego życia, wszystko to razem tworzy wspaniałą atmosferę, co czyni lekturę niezwykle przyjemną. Faktem jest, że zwolennicy „tradycyjnego” kryminału mogą się poczuć nieco rozczarowani brakiem strzelanin i elementów policyjnego śledztwa, nie umniejsza ani trochę walorów powieści. Autor świadomie podejmuje grę konwencjami, często tworząc dość zaskakujące historie i kreując swych bohaterów na przekór konwencjom. Nadkomisarz Jerzy Drwęcki nie znosi widoku trupów, nie nosi broni, przyjaźni się z literatami i posiada dużą i szczęśliwą,...

Boris Akunin "Nefrytowy różaniec"

Najnowsza książka niezwykle popularnego i w naszym kraju twórcy kryminałów. Czy jest jakiś miłośnik literatury kryminalnej nieznający przygód Erasta Fandorina, genialnego rosyjskiego detektywa? Śmiem wątpić, sądząc chociażby po stanie "zaczytania" całej serii w mojej bibliotece publicznej. Trudno jednak dziwić się tej popularności, bo powieści z Fandorinem to naprawdę wyjątkowe połączenie literatury z sensacją, nazywaną przez krytyków "literaturą środka", cokolwiek miałoby to oznaczać. Osobiście jestem wielkim fanem prozy Akunina, przeczytałem całą serię jednym tchem. "Nefrytowy różaniec" to spory, liczący aż 650 stron, zbiór opowieści o przygodach Fandorina przez całą jego karierę. Znalazły się tu historie rozgrywane w wielu różnych stronach całego globu - od Jokohamy poprzez Moskwę i Dziki Zachód aż po syberyjskie pustkowie. Autor zadedykował cały zbiór wielkim mistrzom gatunku, począwszy od Conan Doyle'a, poprzez Agathę Christie i Georga Simeona a...

Marta Dzido "Ślad po mamie"

Świetna, dobrze napisana i dość kontrowersyjna książka, będąca według samej autorki, "aborcyjnym coming ałtem". Moim zdaniem takiej książki próżno nadal szukać wśród polskiej prozy, choć historii podobnych przypuszczalnie jest dużo, dużo więcej, i to nie tylko wśród nastolatek chcących urządzić sobie życie lub choćby po prostu skończyć szkołę. Tak,  taka to smutna prawda o aborcji, która jest kolejną tajemnicą poliszynela w naszym i nie tylko zresztą naszym, kraju. Ja jednak chciałbym wrócić jednak do pisania o książce, która wywarła na mnie naprawdę duże wrażenie i sam nie wiem jak to się stało, że tak długo czekałem na zapoznanie się z nią, choć przecież kilka lat temu zachwyciłem się debiutem. "Małż", debiutancka książka Marty Dzido, była jednak raczej ironiczną satyrą, skrywającą dramat młodej kobiety szukającej bez większego powodzenia pracy w stolicy. Język powieści, sposób opowiadania jesst jednak w obu przypadkach ten sam i tak samo świetnie się czyta obie ...

Maja Lidia Kossakowska "Siewca wiatru"

To pierwsza książka tej autorki, którą udało mi się skończyć, wcześniej próbowałem "Zakon końca świata", i to była męka, wytrzymałem jedynie kilkanaście stron. Zraziłem się, ale nie jestem pamiętliwy, dałem więc szansę "Siewcy". Oto garść wrażeń. Jesteśmy w niebie, gdzie poznajemy cały skomplikowany system, wg którego urządzono całe Królestwo niebieskie. Poznajemy też, nieco pobieżnie wprawdzie, historię buntu Lucyfera i powstanie Abbadona, Anioła Zagłady. Autorka korzystała z Biblii innych dostępnych źródeł bardzo sumiennie i rzetelnie i ten fakt znajduje uznanie w moich oczach. Kossakowskiej bez wątpienia udało się stworzyć bardzo ciekawą historię, unikając stereotypowych wyobrażeń. Dokonując starannej analizy źródeł, doszła do wniosku o nieobecności Pana w Niebie, a następnie przedstawiła swoją wizję rozwoju sytuacji.Akcja powieści toczy się wokół klasycznego motywu fantasy - walki Jasności i Ciemności, pradawnych wrogów. Historia osnuta na wielu rozproszonych h...