Przejdź do głównej zawartości

Świat poznajemy słowami


Piotr Sommer, Dni i noce

Poetą się bywa czy poetą się jest? Czy można w ogóle odpowiedzieć na tak postawione pytanie? Piotr Sommer w swoim pochodzącym z 2009 roku tomie zatytułowanym Dni i noce w sposób dość nieoczywisty udziela odpowiedzi. Za temat bierze sobie przemijanie i własny do niego stosunek. Jest artystą, więc poszukuje najlepszych form wyrazu. Niczego nie jest pewien i wielu rzeczy nie mówi wprost. Nie wszystkim na pewno jego sposób potraktowania tematu przypadnie do gustu. Być może jednak właśnie w tej swoistej rozterce tkwi siła tego zbioru wierszy.

Poezja to bardzo osobisty sposób wyrażenia tego, o czym myśli chyba każdy z nas. Przemijanie czasu, nieudolne próby jego zatrzymania czynią nas szczególnie podatnymi na spotkania z innymi, którzy mijające chwile próbują zaklinać w zdania. Z różnym oczywiście skutkiem podobnych przedsięwzięć mamy do czynienia. Sommer próbuje przedstawić nam chwile w sposób na pozór nieupiększony, niemal poetyczności pozbawiony. Pisze zatem wiersz Śnieg, w którym błahy opis pogodny ma stanowić jego całą istotę: Rano padał rzadki śnieg./ […] Kiedy wróciliśmy, też padał śnieg./ A po obiedzie, przed zejściem/ w dół, do miasta,/ i po powrocie z miasta, też,/ też padał śnieg. Banalność tego opisu może w pierwszej chwili przytłaczać wręcz. Niezrozumienie faktu, że opis chwili nie musi oznaczać ckliwego obrazka zachwytu nad wschodem lub zachodem słońca w pięknej scenerii, może sprawić, że nie zrozumiemy przesłania ukrytego głębiej. Skoro poetą się bywa tylko po to, by próbować uwięzić w słowach chwile, to przecież w życiu zdarzają się też chwile nudne i szare. Dlaczego zatem o nich nie pisać? - zdaje się pytać Sommer i w gruncie rzeczy chyba nie sposób przyznać mu racji. Skoro ma się prawo pisać o ludzkiej egzystencji, trzeba próbować ją opisać w każdym aspekcie. Poezja ma przecież ogromną moc sprawczą i z chwil zwyczajnych robi niezwykłe, jeśli tylko się odrobinę poeta postara. I napisze choćby taki wiersz jak Ulubione kawałki: to te, w których ktoś opowiada/ jakieś naprawdę drobne zdarzenie/ z przeszłości, ale tak, że ta zupełnie/ zwykła rzecz, ognisko nad jeziorem, sen/ z kimś bardzo bliskim, wspomnienie domu/ albo wspólne palenie papierosa na balkonie/ w nieznanym mieście ni stąd ni zowąd/ rośnie w piersiach do czegoś najważniejszego/ na świecie. Tylko tyle i aż tyle, chciałoby się powiedzieć. Tajemnica, o którą przecież właśnie chodzi w poezji, objawia się ona w taki właśnie sposób. Z rzeczy oczywistych i zrozumiałych buduje coś, co odkrywa zupełnie nowe znaczenia. Banalne to może, ale przecież odpowiadające prawdzie.
Zapisywanie chwil za pomocą słów to jednak niewystarczający opis poezji. Gdyby składała się ona zaledwie z tak prostych składników, to pisałby ją każdy. I to pisał na takim poziomie, który nadawałby się do druku. Tak jednak nie jest, więc sprawa wymaga rozwinięcia. Odpowiedź daje Piotr Sommer w wielu wierszach tomu Dni i noce. Na przykład w tym fragmencie wiersza Nowa ramówka: […] Młodzi tego nie wiedzą/ i mogą pisać o tym jak leci, o tamtym też, ale ty, kotku,/ musisz mieć projekt/ który zmieści się w ramach. Te linijki mówią wszystko o tym, czego wymaga tworzenie wiersza. Chwila jest ważna, temat również, ale potrzeba wspomnianego „projektu” wysuwa się na miejsce pierwsze. Młodym, naiwnym wydawać się może, że pisanie poetyckich strof to efekt jakiegoś mistycznego natchnienia przez duchową muzę. Poeta dojrzały wie dobrze, że to ciężka praca nad dopasowaniem słów do myśli. Albo może właściwie odwrotnie – myśli skłębionych do słów, które stawiają zaciekły opór. Jest przecież: wiele jest sposobów/ łączenia z przedmiotami słów i z imionami/ ludzi, którzy się do nich garną/ albo się uciekają do nich/ niby do życia. Słowa są przecież tym, co niejako konstytuuje nasze istnienie. Jest ich wiele, czasem zbyt wiele i – dla osiągnięcia zamierzonego celu jakim jest precyzja komunikacji – często stajemy przed wyborem. Poeta tym bardziej musi je szanować, bo to: wszystkim rządzi układ ust.
Wspomniałem na początku, że Dni i noce to przede wszystkim opowieść o przemijaniu. Śladów na takie właśnie rozpoznanie jest wiele, nawet bardzo wiele. Przede wszystkim sam tytuł sugeruje następstwo czasu, to najprostsze do rozpoznania. Dzień jest czymś, co z kretesem gubi się w kalendarzu, a przecież także […] bierze/ i odrasta. [Zaniedbanie].
Kolejnym najbardziej namacalnym znakiem upływającego czasu jest śmierć. U Sommera znajdziemy tę śmierć opisaną wielokrotnie. Częste odwołania do śmierci sprawiają, że nieco silniej rozumiemy, o czym tak naprawdę chce mówić w swoich wierszach. Matka, która umarła pewnego lata, wspomnienie pogrzebu przyjaciela zmarłego na raka, wiersz poświęcony ukochanemu psu to elementy tej samej układanki, którą na koniec dostajemy w całości. Suma doświadczeń nie przekłada się jednak na nic realnego, pozostaje jedynie smutna konstatacja: Cała wiedza i doświadczenie / w obcowaniu z bestią na nic. [Ornitologiczny] Pozostają słowa, jakimi mniej lub bardziej prawdziwie można opisać własne uczucia w tych zapadłych w pamięć chwilach. I choć oczywiście nic nie jest wyjaśnione do końca, niczego się nie nauczyliśmy, to jednak do pewnej wiedzy można przecież dojść. Odkrycia własnego związku z czasem doznaje Sommer w wierszu Przegięcie: Wtedy odkryłem, że to ja czas mierzę,/ pocieram przestrzeń, tykam od środka,/ że zasnąłbym na dobre, gdybym przestał.
Te trzy linijki mówią właściwie wszystko, zdradzając tajemnicę istnienia w sposób właściwy filozoficznym czy religijnym doktrynom. Człowiek, pojedyncza istota tworzy świat i go napędza. Bez nas świat obywa się doskonale, my bez niego nie istniejemy. Potrzebujemy odbicia, by zobaczyć siebie samych. Słowa, pamięć, poezja nawet, są jedynie ustawianiem lustra, które umożliwi zobaczenie obrazu. Zupełnie tak samo, jak Dni i noce umożliwiają to swoim czytelnikom.



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Marta Dzido "Ślad po mamie"

Świetna, dobrze napisana i dość kontrowersyjna książka, będąca według samej autorki, "aborcyjnym coming ałtem". Moim zdaniem takiej książki próżno nadal szukać wśród polskiej prozy, choć historii podobnych przypuszczalnie jest dużo, dużo więcej, i to nie tylko wśród nastolatek chcących urządzić sobie życie lub choćby po prostu skończyć szkołę. Tak,  taka to smutna prawda o aborcji, która jest kolejną tajemnicą poliszynela w naszym i nie tylko zresztą naszym, kraju. Ja jednak chciałbym wrócić jednak do pisania o książce, która wywarła na mnie naprawdę duże wrażenie i sam nie wiem jak to się stało, że tak długo czekałem na zapoznanie się z nią, choć przecież kilka lat temu zachwyciłem się debiutem. "Małż", debiutancka książka Marty Dzido, była jednak raczej ironiczną satyrą, skrywającą dramat młodej kobiety szukającej bez większego powodzenia pracy w stolicy. Język powieści, sposób opowiadania jesst jednak w obu przypadkach ten sam i tak samo świetnie się czyta obie ...

Primo Levi "Pogrążeni i ocaleni"

Od wielu już lat staram się w każdą niedzielę i/lub święta wstawać rano, gdzieś tak o szóstej i, korzystając z niemal absolutnej ciszy, przeczytać jakąś naprawdę dobrą książkę. Dziś rano na pewno się udało. Przeczytałem coś, co nie tylko sprawiło mi ogromną przyjemność, ale i skłoniło do rozmyślań. Poczułem się naprawdę przyjemnie, jak niegdyś, dawno temu. Nadal pamiętam wrażenie, jakie wywarła na mnie lektura "Medalionów" Zofii Nałkowskiej, kiedy miałem z dziesięć czy jedenaście lat. Od tamtej pory przeczytałem spokojnie ponad setkę różnych książek na temat obozów zagłady, z całego świata, przeważnie wspomnień, ale nie tylko. I świetnie rozumiem Leviego w chwili, gdy pisze o tym, że nie rozumie Niemców. Ja sam, juz przed dekadą, postawiłem sobie to samo pytanie. I im więcej czytam, tym mniej wiem, poznaję bowiem nowe relacje, odkrywam nowe sytuacje, które niejednokrotnie wywracają na nice to wszystko, co wiedziałem dotąd. Książka naprawdę jest wstrząsająca, choć nie ma w ni...