To pierwsza książka tej autorki, którą udało mi się skończyć, wcześniej próbowałem "Zakon końca świata", i to była męka, wytrzymałem jedynie kilkanaście stron. Zraziłem się, ale nie jestem pamiętliwy, dałem więc szansę "Siewcy". Oto garść wrażeń.
Jesteśmy w niebie, gdzie poznajemy cały skomplikowany system, wg którego urządzono całe Królestwo niebieskie. Poznajemy też, nieco pobieżnie wprawdzie, historię buntu Lucyfera i powstanie Abbadona, Anioła Zagłady. Autorka korzystała z Biblii innych dostępnych źródeł bardzo sumiennie i rzetelnie i ten fakt znajduje uznanie w moich oczach.
Kossakowskiej bez wątpienia udało się stworzyć bardzo ciekawą historię, unikając stereotypowych wyobrażeń. Dokonując starannej analizy źródeł, doszła do wniosku o nieobecności Pana w Niebie, a następnie przedstawiła swoją wizję rozwoju sytuacji.Akcja powieści toczy się wokół klasycznego motywu fantasy - walki Jasności i Ciemności, pradawnych wrogów. Historia osnuta na wielu rozproszonych historiach o aniołach, przedstawia świat aniołów bardzo bliski naszego. Są tu zatem i dworskie intrygi, są walki o władzę, jest bunt przeciw prawowitemu regentowi i znajduje się nawet miejsce na wątki miłosne. W efekcie powstała solidna i nawet interesująca książka, która na koniec uraczyła czytelnika opisem prawdziwej natury Pana. W zasadzie to powinno być czymś w rodzaju przepustki nie tylko do dobrych wyników sprzedaży, ale i uzyskania pewnego rodzaju pozycji w świecie wielbicieli gatunku. Dlaczego jednak tak się chyba nie stało, mimo iż stała się w pewnym sensie "panią od aniołów".
Nie mogę zgodzić się na pewne rozwiązania użyte przez pisarkę. Wydaje mi się, że nieco zbyt mocno podkreślana normalność postaci aniołów sprawiła, że oto Lucyfer staje się Lampką, Gabriel Dżibrilem, a między sobą najwięksi aniołowie mówią do siebie per "Rafałku". Wszystko to sprawia czytelnikowi na dłuższą metę ból, zaczynający się w okolicach uszu, gdy po raz kolejny podobne określenia rozbrzmiewają z kart powieści. Podobnie wątki miłosne są przewidywalne aż do bólu, nie trzeba tu żadnych specjalnych umiejętności, aby przewidzieć, kto w kim się zakocha. To naprawdę nieco psuje przyjemność z lektury i ma wpływ na ostatecznie niższą ocenę.
Korzystałem co prawda z reedycji z 2007 roku w twardej okładce, ale mam też kilka uwag dotyczących ilustracji. Bo w co najmniej dwóch przypadkach to nie za bardzo przedstawiały sytuacje opisywaną. Związany anioł raczej nikomu nie kojarzy się z batmanem powieszonym za szuje, a i w innym miejscu też obrazek nie pasuje. Niby nic, ale jednak nieco psuje w sumie dobre wrażenie twardej okładki i w miarę starannego wydania.
Komentarze
Prześlij komentarz