Przejdź do głównej zawartości

Konrad T. Lewandowski „Elektryczne perły”


Świetny kryminał osadzony w realiach międzywojennych w Poznaniu, w trakcie trwania Powszechnej Wystawy Krajowej w 1929 roku, na 10 lecie osiągnięć niepodległej Polski. Autor kapitalnie oddaje ducha tamtych czasów, przytaczając wiele ówczesnych spraw, wydarzeń i osób. Mamy tutaj nadkomisarza będącego przyjacielem literatów z „Ziemiańskiej”, są – niekiedy komiczne bardzo – dyskusje na tematy polityczne i historyczne, dużo też przykładów codziennego życia, wszystko to razem tworzy wspaniałą atmosferę, co czyni lekturę niezwykle przyjemną. Faktem jest, że zwolennicy „tradycyjnego” kryminału mogą się poczuć nieco rozczarowani brakiem strzelanin i elementów policyjnego śledztwa, nie umniejsza ani trochę walorów powieści. Autor świadomie podejmuje grę konwencjami, często tworząc dość zaskakujące historie i kreując swych bohaterów na przekór konwencjom. Nadkomisarz Jerzy Drwęcki nie znosi widoku trupów, nie nosi broni, przyjaźni się z literatami i posiada dużą i szczęśliwą, wielopokoleniową rodzinę. Można zastanawiać się momentami dokąd prowadzi fabuła, bo środek powieści biegnie dość niespiesznie, ale w moich oczach to kolejna zaleta, którą właściwie można ocenić dopiero po skończonej lekturze. Naprawdę szczerze polecam każdemu poszukującemu niebanalnej literatury rozrywkowej.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Marta Dzido "Ślad po mamie"

Świetna, dobrze napisana i dość kontrowersyjna książka, będąca według samej autorki, "aborcyjnym coming ałtem". Moim zdaniem takiej książki próżno nadal szukać wśród polskiej prozy, choć historii podobnych przypuszczalnie jest dużo, dużo więcej, i to nie tylko wśród nastolatek chcących urządzić sobie życie lub choćby po prostu skończyć szkołę. Tak,  taka to smutna prawda o aborcji, która jest kolejną tajemnicą poliszynela w naszym i nie tylko zresztą naszym, kraju. Ja jednak chciałbym wrócić jednak do pisania o książce, która wywarła na mnie naprawdę duże wrażenie i sam nie wiem jak to się stało, że tak długo czekałem na zapoznanie się z nią, choć przecież kilka lat temu zachwyciłem się debiutem. "Małż", debiutancka książka Marty Dzido, była jednak raczej ironiczną satyrą, skrywającą dramat młodej kobiety szukającej bez większego powodzenia pracy w stolicy. Język powieści, sposób opowiadania jesst jednak w obu przypadkach ten sam i tak samo świetnie się czyta obie ...

Świat poznajemy słowami

Piotr Sommer, Dni i noce Poetą się bywa czy poetą się jest? Czy można w ogóle odpowiedzieć na tak postawione pytanie? Piotr Sommer w swoim pochodzącym z 2009 roku tomie zatytułowanym Dni i noce w sposób dość nieoczywisty udziela odpowiedzi. Za temat bierze sobie przemijanie i własny do niego stosunek. Jest artystą, więc poszukuje najlepszych form wyrazu. Niczego nie jest pewien i wielu rzeczy nie mówi wprost. Nie wszystkim na pewno jego sposób potraktowania tematu przypadnie do gustu. Być może jednak właśnie w tej swoistej rozterce tkwi siła tego zbioru wierszy. Poezja to bardzo osobisty sposób wyrażenia tego, o czym myśli chyba każdy z nas. Przemijanie czasu, nieudolne próby jego zatrzymania czynią nas szczególnie podatnymi na spotkania z innymi, którzy mijające chwile próbują zaklinać w zdania. Z różnym oczywiście skutkiem podobnych przedsięwzięć mamy do czynienia. Sommer próbuje przedstawić nam chwile w sposób na pozór nieupiększony, niemal poetyczności pozbawiony...

Primo Levi "Pogrążeni i ocaleni"

Od wielu już lat staram się w każdą niedzielę i/lub święta wstawać rano, gdzieś tak o szóstej i, korzystając z niemal absolutnej ciszy, przeczytać jakąś naprawdę dobrą książkę. Dziś rano na pewno się udało. Przeczytałem coś, co nie tylko sprawiło mi ogromną przyjemność, ale i skłoniło do rozmyślań. Poczułem się naprawdę przyjemnie, jak niegdyś, dawno temu. Nadal pamiętam wrażenie, jakie wywarła na mnie lektura "Medalionów" Zofii Nałkowskiej, kiedy miałem z dziesięć czy jedenaście lat. Od tamtej pory przeczytałem spokojnie ponad setkę różnych książek na temat obozów zagłady, z całego świata, przeważnie wspomnień, ale nie tylko. I świetnie rozumiem Leviego w chwili, gdy pisze o tym, że nie rozumie Niemców. Ja sam, juz przed dekadą, postawiłem sobie to samo pytanie. I im więcej czytam, tym mniej wiem, poznaję bowiem nowe relacje, odkrywam nowe sytuacje, które niejednokrotnie wywracają na nice to wszystko, co wiedziałem dotąd. Książka naprawdę jest wstrząsająca, choć nie ma w ni...