Przejdź do głównej zawartości

Pierwiastki człowieka


O książkach Primo Leviego pisałem już wcześniej. Zrobiły na mnie takie wrażenie, że nie mogłem nie sięgnąć po kolejną. I nie zawiodłem się. Po raz kolejny dane mi było przeżyć coś, co pozostało na długo w mojej pamięci. Na tyle długo i mocno, by zdecydować o napisaniu o tym.

To – od strony formalnej przynajmniej – zbiór opowiadań. Zbiór nietypowy jednak, bo swoim układem opisujący konkretną historię. Historię życia autora. Mimo tego, że nie tylko z autobiograficznych wątków się składa. Co więcej, wszystkie opowiadania mają tytuły zaczerpnięte od nazw pierwiastków chemicznych. Ten fakt mniej będzie dziwił, gdy przypomnimy sobie, że autor był z wykształcenia chemikiem właśnie.
Levi wziął tytuły swoich historii od nazw pierwiastków nie bez szczególnej przyczyny. Jego zabieg ma sens większy, niż mogłoby się w pierwszej chwili wydawać. W codziennym życiu zapominamy o tym, że jesteśmy – między innymi – zbiorem, który mógłby zapełnić większą część tablicy Mendelejewa. Właściwości zaś pierwiastków odpowiadają bardzo często ludzkim charakterom. Jedne są twarde, inne miękkie. Jedne bardzo rzadkie, drugie pospolite. Zupełnie tak samo jak my.
Dostrzeżenie tej analogii, która przecież nie przychodzi automatycznie na myśl, staje się oczywistością już w trakcie lektury Leviego. Doskonale napisane opowiadania umacniają w nas owo przeczucie, które powoduje, że patrzymy na świat z większym zrozumieniem i większą pokorą jednocześnie. O zwykłej radości istnienia nie wspominając.

Dodać też nie zaszkodzi, że wszystko jest napisane bardzo pięknym językiem. Przyjemność płynąca z lektury w ten sposób zwiększa się ogromnie. Połączenie niezwykle zajmującej treści z kunsztownie precyzyjną formą jest prawdziwą siłą tej książki. Więcej tekstów można będzie przeczytać na mojej stronie kmroczko.pl

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Marta Dzido "Ślad po mamie"

Świetna, dobrze napisana i dość kontrowersyjna książka, będąca według samej autorki, "aborcyjnym coming ałtem". Moim zdaniem takiej książki próżno nadal szukać wśród polskiej prozy, choć historii podobnych przypuszczalnie jest dużo, dużo więcej, i to nie tylko wśród nastolatek chcących urządzić sobie życie lub choćby po prostu skończyć szkołę. Tak,  taka to smutna prawda o aborcji, która jest kolejną tajemnicą poliszynela w naszym i nie tylko zresztą naszym, kraju. Ja jednak chciałbym wrócić jednak do pisania o książce, która wywarła na mnie naprawdę duże wrażenie i sam nie wiem jak to się stało, że tak długo czekałem na zapoznanie się z nią, choć przecież kilka lat temu zachwyciłem się debiutem. "Małż", debiutancka książka Marty Dzido, była jednak raczej ironiczną satyrą, skrywającą dramat młodej kobiety szukającej bez większego powodzenia pracy w stolicy. Język powieści, sposób opowiadania jesst jednak w obu przypadkach ten sam i tak samo świetnie się czyta obie ...

Świat poznajemy słowami

Piotr Sommer, Dni i noce Poetą się bywa czy poetą się jest? Czy można w ogóle odpowiedzieć na tak postawione pytanie? Piotr Sommer w swoim pochodzącym z 2009 roku tomie zatytułowanym Dni i noce w sposób dość nieoczywisty udziela odpowiedzi. Za temat bierze sobie przemijanie i własny do niego stosunek. Jest artystą, więc poszukuje najlepszych form wyrazu. Niczego nie jest pewien i wielu rzeczy nie mówi wprost. Nie wszystkim na pewno jego sposób potraktowania tematu przypadnie do gustu. Być może jednak właśnie w tej swoistej rozterce tkwi siła tego zbioru wierszy. Poezja to bardzo osobisty sposób wyrażenia tego, o czym myśli chyba każdy z nas. Przemijanie czasu, nieudolne próby jego zatrzymania czynią nas szczególnie podatnymi na spotkania z innymi, którzy mijające chwile próbują zaklinać w zdania. Z różnym oczywiście skutkiem podobnych przedsięwzięć mamy do czynienia. Sommer próbuje przedstawić nam chwile w sposób na pozór nieupiększony, niemal poetyczności pozbawiony...

Primo Levi "Pogrążeni i ocaleni"

Od wielu już lat staram się w każdą niedzielę i/lub święta wstawać rano, gdzieś tak o szóstej i, korzystając z niemal absolutnej ciszy, przeczytać jakąś naprawdę dobrą książkę. Dziś rano na pewno się udało. Przeczytałem coś, co nie tylko sprawiło mi ogromną przyjemność, ale i skłoniło do rozmyślań. Poczułem się naprawdę przyjemnie, jak niegdyś, dawno temu. Nadal pamiętam wrażenie, jakie wywarła na mnie lektura "Medalionów" Zofii Nałkowskiej, kiedy miałem z dziesięć czy jedenaście lat. Od tamtej pory przeczytałem spokojnie ponad setkę różnych książek na temat obozów zagłady, z całego świata, przeważnie wspomnień, ale nie tylko. I świetnie rozumiem Leviego w chwili, gdy pisze o tym, że nie rozumie Niemców. Ja sam, juz przed dekadą, postawiłem sobie to samo pytanie. I im więcej czytam, tym mniej wiem, poznaję bowiem nowe relacje, odkrywam nowe sytuacje, które niejednokrotnie wywracają na nice to wszystko, co wiedziałem dotąd. Książka naprawdę jest wstrząsająca, choć nie ma w ni...